09/24/2010

Sami od nas odeszla…

Sami nie ma juz z nami. Odeszla przed godzina. Pomogliśmy jej przejść przez tęczowy most, byliśmy z nią do samego końca.. Przypomnę: Sami trafiła do nas 6 marca tego roku, jako chora koteczka, bez szans na adopcję. Już wtedy miała przerzuty do płuc. Jednak bardzo chciała żyć, garnęła się do ludzi, prosiła by ją wypuścić z ciasnej schroniskowej klatki. Nadal mam przed oczami ten moment, kiedy zabierałam ją ze schroniska. Sama weszła do transportera, gotowa do drogi. W domu wypuściłam ją z boksu, przeszczęśliwa rozłożyła się na pleckach, głośno gaworząc. Kochała surowe mięso wołowe i smakołyki. W sumie nie dawano jej wiecej jak parę tygodni życia.

Sami była z nami prawie 7 miesięcy i wkradła się głęboko do naszych serc. Ta kocia dama całą sobą zaskarbiła sobie miłość nie tylko moją, ale i mojego męża.

Pokochała spacery do ogródka, słoneczko, zabawy z Baksem. Witała nas, rzucając się na podłogę i wystawiając brzuszek do głaskania. A teraz jej nie ma..trudno w to uwierzyć. Piszę to, mając koc z jej ciałem na swoich kolanach. Boże, jak ja za nią tęsknię…Taką ją zapamiętam, zanim choroba wkradła się w każdy zakamarek jej ciała, które przy końcu było słabe i wątłe. Same kosteczki. Dziś odkryłam kolejne przerzuty, na głowie, w pachwinie, na łopatkach. Sami dziś przestała jeść. Poszłam po mięso z indyka, po jej ulubione smakołyki, ale tylko patrzała na swój talerz ale nie mogła nic przełknąć. Przez cały dzień podsuwałam jej jedzenie, ale niczego nie tknęła. Wisiała nad miską, cierpiała. Co chwilę kładła się i ciężko oddychała. Do samego końca odwiedzała jednak swoją kuwetę.

Nie mogłam patrzeć jak się męczy i chęć ulżenia jej cierpieniom zwyciężyła nad własnym egoizmem. Zadzwoniłam do weterynarza, ale był w trakcie operacji i nie mógł do nas przyjechać. Zabraliśmy ją do lecznicy i ostatni raz zbadaliśmy. Pomimo dużej dawki leku odwadniającego, płuca były zajęte wodą. Dostała narkozę, po tym drugą a jej serce nadal nie chciało odejść. Dopiero kolejna dawka pomogła jej przejść przez tęczowy most…Głaskaliśmy ją a ona zasnęła. Zegnaj maleńka, bardzo cię kochamy…

On wróci
Franciszek Klimek

Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i przestań
nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę
patrz nisko
i – może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko . . .
. . . . . . . . . . . . . . . .

A jeśli ktoś mi zarzuci
że świat widzę w krzywym lusterku
to ja powtórzę :
on w r ó c i .
Choć może w innym futerku .

Teczowy most

05/24/2010

Wielkie zmiany

U nas wielkie zmiany. Można powiedzieć, że nareszcie, po 2,5 miesiąca między kotami panuje zgoda. Nie kochają sie jeszcze, nie darzą jakąś szczególną sympatią ale mogą razem funkcjonować i nie dochodzi do walk. Baks z Sami już od jakiegoś czasu razem się bawią, z Mają próbują się ignorować.

Sami bardzo pragnie wychodzić do ogrodzonego ogródka, na co, szczególnie jak jej zdrowie uległo pogorszeniu, jej pozwalamy. Przepiekny to widok, gdy goni motylki i w galopie przemierza ogródek.

Jak widać nawet potrafią spać na jednym łóżku, o czym miesiąc temu nawet nie śmiałam marzyć. Trzymajcie kciuki, by Sami przeżyła z nami jeszcze parę miłych chwil i żeby choroba nie zabrała nam jej zbyt szybko.

04/23/2010

Nasza kotka podczas zabawy!

Sami ma dziś stanowczo lepszy humor. Od samego rana domagała się swojej porcji mięska i policzkowała Baksa. .-) Dziś koty dostały świeżą dostawę suchej karmy i oczywiście wszelkie kartony i sznurki cieszyły się dużym zainteresowaniem. Także nasza chora koteczka Sami była w nastroju do zabawy. Oto parę zdjęć z dzisiejszego poranka.

04/14/2010

Nasza schroniskowa kotka Sami

Sami, wbrew opiniom lekarzy, czuje się wyjątkowo dobrze. Domaga się pieszczot, goni Baksa po pokojach i wyleguje się w słoneczku. Odżyła po pobycie w schronisku.

Czyż nie jest śliczna?!

04/08/2010

Rodzi się przyjaźń…

Category: chory kot,dom tymczasowy,kot,kot perski — admin @ 07:43

Odkąd zamieszkała u nas Sami, schroniskowa koteczka, pomiędzy nią a Baksem, zaczęła rodzić się przyjaźń. Ciężko w to uwierzyć, ponieważ początki były bardzo cieżkie. Przez kilka tygodni konieczna była seperacja, przynajmniej na noc, byśmy mogli się wyspać. Nie obyło się bez krzyków, fuczenia i łapoczynów. Potem nastąpiła faza ignorancji. Obecnie Baks i Sami ganiają się po mieszkaniu. W stosunku do Mai nadal jest ostrożna i woli ją omijać. Dziś mój kot obronny kolejny raz przepędził Sami z sypialni.

Ale wróćmy do wspólnych zabaw Sami i Baksa. Cudownie jest obserwować, jak oba koty polują na siebie, gonią się przez całe mieszkanie. Niestety Sami bardzo szybko braknie tchu, ponieważ  całe płuca są już zajęte przez raka. Sami musi często robić przerwy by odpocząć. Pomimo tego, miło jest zobaczyć ją szczęśliwą, gdy oddaje się zabawie. Alternatywą dla niej byłoby powolne umieranie w schroniskowej klatce. W takich momentach cieszymy się, że zaoferowaliśmy Sami miejsce w naszym domu i utwierdzamy się w przekonaniu, że podjeliśmy właściwą decyzje. Jesteśmy jednak świadomi, że Sami nie zostało wiele czasu.

Jednak do nastąpienia tego, co musi nastąpić, będziemy (my-otwieracze puszek, Baks i troszke tez Maja) Sami umilać tę resztę życia, które jej zostało i cieszyć się widokiem jak ten, gdy Baks i Sami śpią blisko siebie.

Kasia i Andreas