11/24/2014

Problemy Baksa z utrzymaniem czystości

Category: chory kot — admin @ 13:44

Baks od jakiegoś czasu zaczął załatwiać swoje potrzeby obok kuwety, lub też po drugiej stronie pokoju. Zaczęło się to około dwa lata temu. Jednocześnie odwiedziliśmy kilku weterynarzy, przebadaliśmy kilkakrotnie krew, mocz i kał i nic. Wielkie nic. Nie potrafiliśmy znaleźć przyczyny tego problemy. Z reguły kot chce nam coś w ten sposób zasygnalizować- pokazać, że ma problemy zdrowotne lub psychiczne. Zdrowotne wykluczyliśmy-pozostały problemy natury psychicznej. Podejrzewaliśmy, że kocur czuje się zestresowany obecnością i odwiedzinami obcego kocura, który był niekastrowany i agresywny. Próbowaliśmy Feliwaya. Bez skutku. Dostawiliśmy kolejną kuwete-pomogło na krótko. Zrobiliśmy mu USG i rentgena, by wykluczyć wszelkiego rodzaju guzy.

Teraz jednak, niestety po czasie, wiemy co było przyczyną jego zachowania. Baks chciał nam coś od dawna powiedzieć a my go nie rozumieliśmy.

Skąd to wiemy?Dzień po śmierci Mai skończył sie ów problem. Smutne to, że już prawie dwa lata temu, Baks zauważył coś, co my dopiero odkryliśmy po roku. Rok przed odkryciem przez nas za wysokiego ciśnienia krwi u naszej kotki i wylewów do oka. Teraz wiemy już, odkąd Maja tak naprawdę zaczęła chorować. Baks pewnie po zapachu moczu, kału, wiedział to o wiele wcześniej i nie chciał dzielić kuwety z chorym kotem. Być może go to także smuciło i stresowało. Zauważył, że jego towarzyszka życia zachowuje się inaczej, być może inaczej pachnie. Zapach być może nie pasował do kotki, którą znał od lat. Być może poprostu czuł, że cierpi i nic nie mógł zrobić. Szkoda, że zwierzęta nie umieją mówić.

IMG_4309IMG_2583

 

06/08/2013

Ogromne zaufanie

Category: kot,kot perski — admin @ 10:10

Witajcie!

Maja zawitała w nasze skromne progi w roku 2005. Kasia wzięła ją ze schroniska w Essen, gdzie wylądowała po karierze w pseudohowli. Zużyta i chora maszyna do rodzenia kociąt.  Maja, jak się po czasie okazało, miała ropomacicze, liczne cysty na listwie mlecznej, kamienie nerkowe i wiele innych dolegliwości. Na prośbę Kasi przeszła operację usunięcia macicy, cyst i kamienia nazębnego. Powoli wróciła do zdrowia.

Nasza kotka była na początku bardzo nieufna. Przy naszych nagłych ruchach chowała się w panice pod łożkiem. Nie była również przyzwyczajona do pielęgnacji futra. Na szczotkę reagowała warczeniem i prychaniem. Tutaj niestety nie miała wyjścia, musiała się do tej czynności przyzwyczaić. Wtedy została oszacowana przez pracowników schroniska na 8 lat.

Wieso habe ich morgens immer Haare im Mund?

Pomimo początkowego strachu, Maja bardzo szybko Kasi zaufała. Widać to już było w dwa miesiące po jej przybyciu do nas. Kasia dostała wtedy zakażenia krwi i leżała chora cały dzień w łóżku. Maja przez cały dzień nie spuszczała oka z Kasi i nie odchodziła od jej boku ani na krok. Przez wiele godzin, leżała na jej poduszce, obok jej głowy i grzała swoim ciepłem. Nie opuszczała jej ani na sekundę. Dopiero jak wróciłem z pracy, podniosła się i pobiegła pędem do kuwety. Wstrzymywała swoje czynności fizjologiczne przez cały dzień.

To zachowanie nie zmieniło się ani trochę. Zawsze jak Kasia choruje, Maja śpi na jej głowie lub obok niej. Jeżeli ja choruje, niestety tego nie zauważa ;-)

Kasia nadal jest najważniejszą osobą w życiu Mai. Kotka szuka mojej obecności  tylko kiedy Kasia jest zajęta lub jej poprostu nie ma. Tylko jej pozwala zrobić ze sobą wszystko i ufa jej w 100 %.  Po tylu latach Maja i mi zaufała i mnie zaakceptowała ale nie tak jak Kasie. Jeden mój szybszy ruch i Maja ucieka. W przeciwieństwie do Kasi, która może skakać, biegać, tańczyć wokół niej, nie robiąc na Mai żadnego wrażenia. Nawet oka nie otworzy.;-)

Pozdrowienia z Oberpfalz!

08/18/2010

Zatkane kanaliki cd.

Category: chory kot,kot,kot perski — admin @ 11:15

Witam wszystkich,

chyba czas by napisać o stanie zdrowia naszej Mai.

W tym tygodniu byliśmy już dwa razy u naszego lekarza weterynarii i na szczęście rana wygląda już całkiem dobrze. Maja nosi plastikowy kołnierz już dwa tygodnie i najwyższy czas się go pozbyć. Jednak nie tak szybko. Rana co prawda zagoiła się na tyle, że ponowne spięcie metalową klamra nie jest konieczne, jednak kanaliki okołoodbytowe nadal nie są odblokowane.

Jedyną pociechą jest fakt, że podczas płukania ropnia, nie wypływa już ropa. Możliwe, że kanaliki są nadal nabrzmiałe i z czasem wszystko się unormuje. Narazie pozostaje nam płukanie rany antybiotykiem, co wykonujemy w domu, by nie narażać Mai na niepotrzebny stres.

Niestety oznacza to, że Maja musi jeszcze ponosić jakiś czas znienawidzony przez nią kołnierz. Możecie chyba sobie wyobrazić jej zadowolenie z tego powodu .-)

Za dwa przestaniemy wpuszczać antybiotyk do rany i pozwolimy jej w spokoju zarosnąć.

Będziemy was na bieząco informować o stanie zdrowia naszej biednej pszczółki ,-)

Pozdrawiamy

08/17/2010

Maja choruje

Category: Allgemein,chory kot,kot,kot perski — admin @ 10:57

Byliśmy z Maja u weternarza, ponieważ zauważyliśmy u niej coś nabrzmiałego w okolicach odbytu. Podejrzewaliśmy zapalenie gruczołów przyodbytowych i niestety nie pomyliliśmy się. Jednak nie sądziliśmy, że przez noc stworzy się z tego ogromny ropień.

Ropień musiał zostać nacięty i wyczyszczony z ropy. Nawet Pani weterynarz, która właśnie wróciła z macierzyńskiego, zakrywała twarz, ponieważ zapach był powalający. Pół szklanki ropy siedziało w tej brzydkiej ranie!

Maja dostała antybiotyki a ropień przepłukano roztworem soli fizjologicznej. Rana, wielkości 1 cm musiała zostać zaszyta specjalnym zszywaczem. Moja biedaczka musi teraz nosić plastikowy kołnierz i wogóle nie jest z takiego stanu rzeczy zadowolona! W czwartek idziemy na kontrole i kolejne płukanie rany. Także drugi gruczoł musi zostać oczyszczony, zanim wda się zakażenie.


08/10/2010

Historia Baksa

Właśnie przeglądałam stare zdjęcia i wpadłam na pomysł opisania pewnej historii. Jakiej? Baksa! Znalazłam jego pierwszą, zrobioną u mnie fotografię. Baks prezentuje się na niej niezbyt okazale, powiedziałabym nawet, że wygląda na niej poprostu strasznie. Sama skóra i kości, długi ogon i wytrzeszczone oczy. Ale od początku…

Baksa wzięłam do siebie na początku studiów, gdy zamieszkałam sama, a mój dotychczasowy kot został z rodzicami. Juz po paru dniach brakowało mi kociego towarzystwa. Zaczęłam przeglądać prasę i znalazłam ogłoszenie pewnej organizacji. Pisali, że ciągle mają koty do adopcji, kocięta i dorosłe. U mnie w grę wchodził tylko kot dorosły, jako, że rzadko bywałam w domu.
I tak znalazlam się w domu pewnej Pani, która miała wiele kotów czekających na dom.
Weszłam i zobaczyłam go. Siedział na krześle, skulony, wyglądał jak kukła. Chudy,przerażony i niesamowicie nieproporcjonalny. Zobaczył, że się do niego zbliżam i uciekł, jak się okazało do szafy. Ta chuda kupka nieszczęścia z wyglądu przypominała mi moją kotkę, więc…Podobno był prezentem dla jakiegoś dziecka i się znudził. Zfilcowany trafił do przytułku.

Zapakowałam chudzielca do boksu i do domu. Na miejscu okazało się, że kot ma nadal pchły, pomimo pryskania Frontline. Powtórzyłam więc procedurę. Na dniach chciałam udać się do weterynarza, na odrobaczanie i szczepienie ale nie dane nam było zakończyć tej historii tak łatwo.

Okazało się, że kot ma potworną biegunke. Stąd też jego tragiczne wychudzenie. W wiekszej grupie kotów uszło to pewnie uwadze. Baks nie akceptował niczego. Biedny po każdym posiłku biegł do kuwety, często jednak nie zdążał. W domu unosił sie trudny do zniesienia zapach nie mówiąc już o tym, że za każdym razem musiałam być kotu dupkę.
Próbowałam na początku gotować mu kurczaka, z ryżem i warzywami, kupiłam specjalne jedzenie dla alergikow i kotów o wrażliwym żołądku. Jednak nic nie pomagało.
Cały czas byliśmy pod opieką weterynarza. W końcu zrobiliśmy dokładniejsze badania i wyszło, że to sprawa lamblii i  kokcydii w przewodzie pokarmowym oraz ostrego stanu zapalnego jelita. Do tego praca trzustki była zaburzona. Stan pogarszał się z godziny na godzine i przed kolejną wizytą u weterynarza, Baks nie miał siły już wstać. Pomimo leków słabł i nikt nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć. Choć powód był prosty- wycieńczenie organizmu. Nie dawano mu szans- leżał pod kroplówką a ja płakałam nie umiejąc mu pomóc. Kroplówki pomogły i ostatnią szansą oprócz stale dostarczanych leków miała być ostra dieta. W pierwszym dniu mógł zjeść dosłownie parę ziarenek suchej karmy. Z dnia na dzień miałam te ilość zwiększać. Kot głodował, płakał a ja razem z nim. Powoli praca trzustki i jelit wracała do normy. Baks zaczął przybierać na wadze. W momencie adopcji ważył 1,8 kg. W chwilach lenistwa waży 6 kg…I dopiero teraz wygląda jak kot.
Baks przeżył ze mną bardzo wiele. Wieczne przeprowadzki, rozstania z poprzednimi partnerami. Jest ze mną ok. 9 lat. I nadal nie mogę uwierzyć, że ten rozbrykany starszy pan ma teraz naprawde ok 12-13 lat. Z przyjemnością patrzę, jak biega po ogrodzie, łapie motylki i ucieka z wrzaskiem przed myszami. Gdy biegnie galopem do domu lub lezy na plecach na łóżku, ciężko uwierzyć, że tak mało brakowało i by nie żył.
Wogóle to uważam, że to magiczny kot. Przeszedł kilka lat temu poważna infekcję płuc, a w grudniu poprzedniego roku podejrzewano u niego białaczkę. Robiono specjalistyczne badania, wykryto tragiczna anemię, nie dawano szans. Po czym po dwóch dniach wszystko wróciło do normy i od tego czasu Baks znów szaleje, goni Maję a jego wyniki krwi są wzorowe. Weterynarz kręci głową i nie rozumie jak to wszystko możliwe…Wiem jedno- Baks jest jedyny w swoim rodzaju! Takiego kota nigdy nie miałam. Potrafi otwierać szafki, szuflady i drzwi. Gada, marudzi i zawsze stawia na swoim. Nie jest agresywny, choć przez pierwsze pół roku zdarzało mu się ugryźć. Potem nam zaufał. Na jego pyszczku można jak z kartki odczytywać jego emocje. Nie ma nic z kota perskiego poza obfitym futrem i płaskim pyszczkiem. To kot z charakterem. I chyba dlatego owinął sobie mojego męża wokół palca. Dosłownie.

07/30/2010

Sami ma dziś lepszy dzień!

Category: chory kot,kot perski,pielęgnacja kota perskiego — admin @ 11:06

Dziś Sami ma znów lepszy dzień, nawet przywitala moja położna. W każdym razie jej wzrok jest dziś taki żywy i ona sama wesoła. Nawet zrobiła na dworzu pałąk by Baksa przestraszyć. A potem potruchtała zadowolona w podskokach do domu. Dawno jej takiej nie widziałam. Muszę podejść na dniach do mojego weta, nie do schroniskowego i zapytać o środki przeciwbólowe, czy wogóle jest sens. A tu dzisiejsza fotka, sprzed 15 minut.

05/24/2010

Wielkie zmiany

U nas wielkie zmiany. Można powiedzieć, że nareszcie, po 2,5 miesiąca między kotami panuje zgoda. Nie kochają sie jeszcze, nie darzą jakąś szczególną sympatią ale mogą razem funkcjonować i nie dochodzi do walk. Baks z Sami już od jakiegoś czasu razem się bawią, z Mają próbują się ignorować.

Sami bardzo pragnie wychodzić do ogrodzonego ogródka, na co, szczególnie jak jej zdrowie uległo pogorszeniu, jej pozwalamy. Przepiekny to widok, gdy goni motylki i w galopie przemierza ogródek.

Jak widać nawet potrafią spać na jednym łóżku, o czym miesiąc temu nawet nie śmiałam marzyć. Trzymajcie kciuki, by Sami przeżyła z nami jeszcze parę miłych chwil i żeby choroba nie zabrała nam jej zbyt szybko.

05/11/2010

Sami wyprowdza mojego męża na spacer .-)

Tak, tak. Tytuł napisałam całkowicie prawidłowo .-) Sami czuje się bardzo dobrze i pokochała swoje wycieczki do ogródka. Niestety próbuje korzystać z naszej chwilowej nieuwagi i myk, już zeskakuje z balkonu do ogródka (niski parter). Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby nie fakt, że oficjalnie Sami nie jest naszym kotem i powierzono ją tylko naszej opiece. Ogródki są ogrodzone ale nie mamy pewności, że Sami szybko znalazłaby drogę powrotną, a ona musi przecież dostawać lekarstwa. Teren jest bezpieczny (brak możliwości wyjścia na ulicę) ale nigdy nie wiadomo, czy kotka nie dostałaby ataku w czasie swojej wędrówki. Tak więc mamy spacery kontrolowane, pod opieką któregoś z nas. Sami najczęściej wykorzystuje mojego męża, który chcąc nie chcąc musi chodzić z nią po ogródku a nawet gonić się w berka, co Sami wprost uwielbia. A więc wygląda to tak: Balkon otwarty, my upewniamy się, że Sami grzecznie śpi w innym pokoju, wracamy po coś do picia do kuchni i krzyk: Andreas leć do ogródka, Sami znów nam zwiała .-) No to mąż w nogi za pas i biegiem za Sami. Kotka z radością w oczach biega po ogródku aż mój mąż się zmęczy .-) Tu fotki z ostatniego wypadu.

04/08/2010

Rodzi się przyjaźń…

Category: chory kot,dom tymczasowy,kot,kot perski — admin @ 07:43

Odkąd zamieszkała u nas Sami, schroniskowa koteczka, pomiędzy nią a Baksem, zaczęła rodzić się przyjaźń. Ciężko w to uwierzyć, ponieważ początki były bardzo cieżkie. Przez kilka tygodni konieczna była seperacja, przynajmniej na noc, byśmy mogli się wyspać. Nie obyło się bez krzyków, fuczenia i łapoczynów. Potem nastąpiła faza ignorancji. Obecnie Baks i Sami ganiają się po mieszkaniu. W stosunku do Mai nadal jest ostrożna i woli ją omijać. Dziś mój kot obronny kolejny raz przepędził Sami z sypialni.

Ale wróćmy do wspólnych zabaw Sami i Baksa. Cudownie jest obserwować, jak oba koty polują na siebie, gonią się przez całe mieszkanie. Niestety Sami bardzo szybko braknie tchu, ponieważ  całe płuca są już zajęte przez raka. Sami musi często robić przerwy by odpocząć. Pomimo tego, miło jest zobaczyć ją szczęśliwą, gdy oddaje się zabawie. Alternatywą dla niej byłoby powolne umieranie w schroniskowej klatce. W takich momentach cieszymy się, że zaoferowaliśmy Sami miejsce w naszym domu i utwierdzamy się w przekonaniu, że podjeliśmy właściwą decyzje. Jesteśmy jednak świadomi, że Sami nie zostało wiele czasu.

Jednak do nastąpienia tego, co musi nastąpić, będziemy (my-otwieracze puszek, Baks i troszke tez Maja) Sami umilać tę resztę życia, które jej zostało i cieszyć się widokiem jak ten, gdy Baks i Sami śpią blisko siebie.

Kasia i Andreas

03/27/2010

Nasza chora schroniskowa podopieczna

Category: chory kot,dom tymczasowy,kot,kot perski — admin @ 20:16

Od trzech tygodni gości u nas w domu chora perska koteczka. Jakiś czas temu dostałam telefon z tutejszego schroniska z zapytaniem, czy moja oferta zaoferowania jakiemuś zwierzęciu domu tymczasowego jest aktualna. Nie chodziło tu jednak o dom tymczasowy, tylko o dom końcowy. Kotka Sami, bo takie otrzymała imię, jest niestety śmiertelnie chora.

Nie wiadomo ile zostało jej czasu. Sami ma nowotwór płuc w zaawansowanym stadium i niewydolność nerek. Została wystawiona na ulicę razem ze swoja kuwetą, po czym właściciele odjechali…Dodam, że stało się to w lutym, kiedy to panowały spore mrozy.

Nie od razu podjęłam decyzję. Oboje z mężem biliśmy się z myślami, zastanawialiśmy się, czy podołamy temu zadaniu. Poza tym, Sami nie była jedyną kotka w schronisku czekającą na kogoś, kto ją przygarnie. Jest jeszcze jedna kotka, która ma troszkę więcej czasu. Może pożyć do ok 2 lat, przy czym Sami dawano max. parę miesięcy. Decyzja padła na nią, właśnie z tego powodu.

Pierwsze dni nie były łatwe. Sami jest kotką niekastrowaną, próbowała zdominować moje koty. Zdarzały się także ataki ze strony moich kotów, szczególnie ze strony Mai. Maję adoptowaliśmy ponad trzy lata temu, również z tego samego schroniska. To kotka, która wiele w swoim życiu wycierpiała. W wieku adopcji miała już ok 8 lat. Nigdy nie sądziłam, że zwierzę w tym wieku jest w stanie tak bardzo pokochać nowego właściciela. Szczególną miłością obdarzyła mnie i nie dziwię się, że widzi w Sami zagrożenie. Łączy mnie z Mają szczególna więź. Z początku nie ufna, prychała i syczała, gdy tylko próbowałam wyczesać jej futro. Szybko przekonała się, że nie chcę jej skrzywdzić. Nauczyłam ją prosić, robić to co chcę, reagować tylko na ruchy ręką. Doskonale rozumie, co mam na myśli i wykonuje moje komendy bezbłędnie. Nie tresowałam jej wogóle, poprostu ona zawsze rozumie każdy mój ruch. To wyjątkowy kot. Daje buzi noskiem, śpi na mojej głowie, broni mnie przed innymi kotami w ogródku. Do nikogo innego nie ma zaufania.

Ale wróćmy do Sami. W pierwszych dniach konieczna była jej  izolacja, ze względu na niezbyt ciepłe przyjęcie przez moje koty. Z czasem syki i fuki zmniejszyły sie. Jednak nadal zdarzają się w stosunkach z Mają. Z Baksem jest już o niebo lepiej. Wczoraj pierwszy raz urządzili bieganie przez pokoje! Aż serce się raduje, gdy widzę, że Sami zamiast umierać niechciana i niczyja w schroniskowej klatce, ma możliwość przeżyć jeszcze parę miłych chwil. Szczególnie cieszył mnie ostatni wypad do ogródka, kiedy to Sami bardzo się ożywiła. Nasłuchiwała śpiewu ptaków, wąchała każdy kwiatek,wygrzewała się w słońcu, gdy zabrakło jej tchu. Mam nadzieję, że będzie dane jej dożyć lata, ponieważ ma być tego roku wyjątkowo piękne…Czyż ta jędza nie jest piękna??

cdn.

Kasia