09/06/2014

Robię porządki..

Tak przeglądam stare płyty cd i dvd, ponieważ postanowiłam zrobić  porządki. I natrafiłam na płyte ze  zdjęciami kotów. Takie zdjęcia z samego początku z naszą Maja, sprzed 7-8 lat. I doszłam do dwóch wniosków- Maja była pięknym kotem. Tak była- bo ostatni rok nie był dla niej łaskawy. Teraz widzę, jak bardzo się zmieniła. Jak schudła, zmizerniała. Jak choroba odcisnęła na niej swoje piętno. Widziałam ją na fotkach taka szczę śliwą, podczas zabawy, z iskierkami w oczach, chęcią zabawy i psot. Taka nie widziałam jej przez ostatnie dwa lata… Z pięknego kota stała się staruszką, schorowaną i cierpiącą. Piękne futro nie odrastało, oczy straciły blask i chęć życia. Pojawił sie smutek i zrezygnowanie. Oglądając te zdjecia upewniłam się, że postąpiliśmy właściwie pozwalając jej odejść, co podobno jest największą oznaką miłości. Pozwolić bez cierpienia naszemu przyjacielowi przejść przez tęczowy most. Maję wzieliśmy ze schroniska jak mial 8 lat. Schorowaną, po wielu cesarskich cięciach. Była kotem rozpłodowym, niepotrzebnym już. zużytym, bo zachorowała. Przeżyła u nas 8 szczęśliwych lat. Miała towarzysza, możliwość wygrzewania się w słoneczku w ogrodzie. Wąchania kwiatkow i łapania żab. Wiedziała i czuła, że bardzo ją kocham. Sporo z nami podróżowała. Była w Polsce, we Francji. Nie, jej życie nie było nudne. Jedyne, czego troche żałuje, ale czego nie mogłam zmienić, to mniejsza ilość czasu, którego mogłam jej poświęcić po urodzeniu dzieci.

Kochana, ty już zawsze będziesz w moim sercu, jako zupełnie wyjątkowy kot. I wybacz mi, że pisząc ten artykuł, poraz kolejny zmoczyłam cała klawiaturę.

 

po sterylce2

Na pierwszej fotce, tuż po sterylizacji i operacji usunięcia ropomacicza.

 

Maja jeszcze zdrowa

maja w ogrodku,25 marca 2007_027 maja w ogrodku,25 marca 2007_017po zmianie fryzury_070maja w ogrodku,25 marca 2007_031

I dwa z ostatnich zdjęć Mai. Z marca i lipca tego roku. Ostatnie dwa tygodnie przed jej śmiercią.

 

IMG_9162

IMG_2152

09/24/2010

Sami od nas odeszla…

Sami nie ma juz z nami. Odeszla przed godzina. Pomogliśmy jej przejść przez tęczowy most, byliśmy z nią do samego końca.. Przypomnę: Sami trafiła do nas 6 marca tego roku, jako chora koteczka, bez szans na adopcję. Już wtedy miała przerzuty do płuc. Jednak bardzo chciała żyć, garnęła się do ludzi, prosiła by ją wypuścić z ciasnej schroniskowej klatki. Nadal mam przed oczami ten moment, kiedy zabierałam ją ze schroniska. Sama weszła do transportera, gotowa do drogi. W domu wypuściłam ją z boksu, przeszczęśliwa rozłożyła się na pleckach, głośno gaworząc. Kochała surowe mięso wołowe i smakołyki. W sumie nie dawano jej wiecej jak parę tygodni życia.

Sami była z nami prawie 7 miesięcy i wkradła się głęboko do naszych serc. Ta kocia dama całą sobą zaskarbiła sobie miłość nie tylko moją, ale i mojego męża.

Pokochała spacery do ogródka, słoneczko, zabawy z Baksem. Witała nas, rzucając się na podłogę i wystawiając brzuszek do głaskania. A teraz jej nie ma..trudno w to uwierzyć. Piszę to, mając koc z jej ciałem na swoich kolanach. Boże, jak ja za nią tęsknię…Taką ją zapamiętam, zanim choroba wkradła się w każdy zakamarek jej ciała, które przy końcu było słabe i wątłe. Same kosteczki. Dziś odkryłam kolejne przerzuty, na głowie, w pachwinie, na łopatkach. Sami dziś przestała jeść. Poszłam po mięso z indyka, po jej ulubione smakołyki, ale tylko patrzała na swój talerz ale nie mogła nic przełknąć. Przez cały dzień podsuwałam jej jedzenie, ale niczego nie tknęła. Wisiała nad miską, cierpiała. Co chwilę kładła się i ciężko oddychała. Do samego końca odwiedzała jednak swoją kuwetę.

Nie mogłam patrzeć jak się męczy i chęć ulżenia jej cierpieniom zwyciężyła nad własnym egoizmem. Zadzwoniłam do weterynarza, ale był w trakcie operacji i nie mógł do nas przyjechać. Zabraliśmy ją do lecznicy i ostatni raz zbadaliśmy. Pomimo dużej dawki leku odwadniającego, płuca były zajęte wodą. Dostała narkozę, po tym drugą a jej serce nadal nie chciało odejść. Dopiero kolejna dawka pomogła jej przejść przez tęczowy most…Głaskaliśmy ją a ona zasnęła. Zegnaj maleńka, bardzo cię kochamy…

On wróci
Franciszek Klimek

Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i przestań
nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę
patrz nisko
i – może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko . . .
. . . . . . . . . . . . . . . .

A jeśli ktoś mi zarzuci
że świat widzę w krzywym lusterku
to ja powtórzę :
on w r ó c i .
Choć może w innym futerku .

Teczowy most