Wiem,wiem. To blog koci,ale nie mogłam się pochwalić, że nareszcie po kilkumiesiącach przerwy, mamy większe akwarium. Ma tylko 200 litrów, ale narazie brak miejsca na większe. Po poczatkowych lekkich problemach z sinicami,nitkami i brazowym osadem,rośliny ruszyły pełną parą i akwarium prezentuje się w taki oto sposób. Jego mieszkańcami są razbory klinowe, danio margaritus i bystrzyk amando.Ostatnio dołączyły do nich otoski. Jak wam się podoba?
Wisława Szymborska nie żyje…
Uwielbiam ten wiersz,jest w nim tyle prawdy,tyle miłości.Pani Wisławo,będziemy o Pani pamiętać…
Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma (…)
Wisława Szymborska
Strzyżenie kotów długowłosych
Witam,przyjaciele kotów!
w związku z dużą ilością emaili, na temat strzyżenia kotów, opisanego na naszej stronie,postanowiłam odpowiedzieć na parę z nich.
Na początku zwrócę uwagę, że maszynka do golenia ludzkich włosów nie nadaje się do golenia kotów.Włos kota jest delikatniejszy, ma inna strukturę w porównianiu do włosa ludzkiego. Dlatego też, wspomniane wcześniej maszynki nie sa w stanie obciąć kocią sierść. Włos kota poprostu zostanie wciągnięty do maszynki i w najgorszym wypadku wyrwany, lub maszynka poprostu się zatnie czy też zepsuje.
Dlatego też, ważne jest, by używać do strzyżenia przeznaczonych do tego specjalnych urządzeń. Szczególnie przy sfilcowanym futrze bardzo ważne jest, by użyć dobrze wybranych do tego ostrzy. Przy tym trzeba zwracać uwagę na to,by maszynka miała duże odstępy między ostrzami.
Jak łatwo futro podda się procesowi strzyżenia, w dużej mierze zależy od stopnia jego zaniedbania i sfilcowania .Pomijam fakt, że najlepszą metodą na piękne futro jest systematyczna i konsekwentna jego pielęgnacja. Jednak wiem, że różne są sytuacje, różne koty i czasem maszynka może okazać się nieodzowna. Jeżeli zwierzę ma sfilcowane futro i konieczne jest ogolenie prawie do skóry (zostaje 5-7 centymetrowy jeżyk) koniecznym jest użycie ostrza o odstępie 5-7 cm między ,,zębami,,. Jeżeli chcemy tylko ułatwić sobie pielęgnację kota i postanowiliśmy tylko skrócić futro, należy użyc nakladki na ostrze o interesującej nas długości. Warto jednak pamiętać, by futro było wyczesane i nie mialo sfilcowań.
Różnice pomiędzy maszynkami są często ogromne. Osobiście jestem zadowolona tylko z jednej, której używam do tej pory. Jest to Moser max45 .Na rynku można znaleźć wiele tańszych modeli, jednak my wypróbowaliśmy kilka i zostaliśmy przy Moserze. Jeżeli macie ochotę na jeszcze lepszą marke, szczerze polecam marke aesculap.
Kupno maszynki zwróciło się najpóźniej po narodzinach naszego syna, od kiedy to mamy mniej czasu na pielęgnację naszych 14 letnich kotów. Poza tym, jako roczne dziecko,nasz syn uwielbia ciągnąć koty za futro i by je uchronić przed naszym małym terrorystą, skróciliśmy im futro.
Jednakże, kot perski jest najpiękniejszy,gdy może się poszczycić długim, zadbanym, jednabistym futrem! I użycie maszynki powinniśmy traktować jako ostateczność. Czasem w cieżkim okresie, możemy sobie w ten sposób pomoc, bo jednak pers z krótkim futrem jest lepszy niż z futrem sfilcowanym, ale nie powinniśmy robić tego nadgminnie. Także w przypadku, gdy pielęgnacja futra kompletnie nas przerosła i rozważamy nawet oddanie naszego przyjaciela (co wiązałoby się dla kota z przeogromnym stresem i nie wiadomo jakim losem,pomijając fakt, że my jako przyjaciele zawiedlibyśmy na całej linii….) warto najpierw rozważyć regularne strzyżenie zamiast ucieczkę od problemu.
Pozdrawiam
Kasia
Mokra karma, okazja!
Właśnie zauważyłam, że mój ulubiony sklep ma promocje na mokrą karmę dla kota. Naprawdę się opłaca!
Ulubione miejsca do spania naszych kotów
Gdzie śpią wasze koty najchętniej?
Dosyć często zdarza się, że wyszukaliśmy dla naszych ulubieńców przytulne posłanka, a one nie chcą tam spać. Każdy kot jest inny i każdy ma inne preferencje jeżeli chodzi o miejsce do odpoczynku.
Nasze koty śpią zimą i latem w całkowicie innych miejscach.
Baks i Maja kochają poprostu nasze łóżko. Także krzesło czy przytulny fotel cieszą się dużą popularnością. Chcielibyśmy jednak przedstawić wam kilka innych miejsc do spania, które nasze koty naprawdę lubią.Na pierwszym zdjęciu możemy zobaczyć pietrowy koszyk. Jak widać nasz kocur jest troszke za duży (gdy zwinie się w klębek, to nawet się mieści). Pomimo ciasnoty, a może właśnie dzięki niej, Baks uwielbia ten kosz!
Na drugim zdjęciu widzimy pluszową dziuplę, którą uwielbia nasza koteczka Maja. Maja śpi w niej jednak tylko jesienią i w zimie. W lecie jest naszej księżniczce poprostu za ciepło.
Trzecie zdjęcie przedstawia podkładke na parapet okienny.Szczególnie przydatną na balkonie. Nasza chora, schroniskowa koteczka uwielbiała na niej spać!
Najwiekszy psi koszyk używany jest przez wszystkie nasze koty. Nadaje się szczególnie dla dużych kotów.
Hamak na naszym drapaku upodobała sobie nasza Maja. Baks się poprostu w nim nie mieści. To spory kot i lubi się rozciągnąć. .-)
Sami od nas odeszla…
Sami nie ma juz z nami. Odeszla przed godzina. Pomogliśmy jej przejść przez tęczowy most, byliśmy z nią do samego końca.. Przypomnę: Sami trafiła do nas 6 marca tego roku, jako chora koteczka, bez szans na adopcję. Już wtedy miała przerzuty do płuc. Jednak bardzo chciała żyć, garnęła się do ludzi, prosiła by ją wypuścić z ciasnej schroniskowej klatki. Nadal mam przed oczami ten moment, kiedy zabierałam ją ze schroniska. Sama weszła do transportera, gotowa do drogi. W domu wypuściłam ją z boksu, przeszczęśliwa rozłożyła się na pleckach, głośno gaworząc. Kochała surowe mięso wołowe i smakołyki. W sumie nie dawano jej wiecej jak parę tygodni życia.
Sami była z nami prawie 7 miesięcy i wkradła się głęboko do naszych serc. Ta kocia dama całą sobą zaskarbiła sobie miłość nie tylko moją, ale i mojego męża.
Pokochała spacery do ogródka, słoneczko, zabawy z Baksem. Witała nas, rzucając się na podłogę i wystawiając brzuszek do głaskania. A teraz jej nie ma..trudno w to uwierzyć. Piszę to, mając koc z jej ciałem na swoich kolanach. Boże, jak ja za nią tęsknię…Taką ją zapamiętam, zanim choroba wkradła się w każdy zakamarek jej ciała, które przy końcu było słabe i wątłe. Same kosteczki. Dziś odkryłam kolejne przerzuty, na głowie, w pachwinie, na łopatkach. Sami dziś przestała jeść. Poszłam po mięso z indyka, po jej ulubione smakołyki, ale tylko patrzała na swój talerz ale nie mogła nic przełknąć. Przez cały dzień podsuwałam jej jedzenie, ale niczego nie tknęła. Wisiała nad miską, cierpiała. Co chwilę kładła się i ciężko oddychała. Do samego końca odwiedzała jednak swoją kuwetę.
Nie mogłam patrzeć jak się męczy i chęć ulżenia jej cierpieniom zwyciężyła nad własnym egoizmem. Zadzwoniłam do weterynarza, ale był w trakcie operacji i nie mógł do nas przyjechać. Zabraliśmy ją do lecznicy i ostatni raz zbadaliśmy. Pomimo dużej dawki leku odwadniającego, płuca były zajęte wodą. Dostała narkozę, po tym drugą a jej serce nadal nie chciało odejść. Dopiero kolejna dawka pomogła jej przejść przez tęczowy most…Głaskaliśmy ją a ona zasnęła. Zegnaj maleńka, bardzo cię kochamy…
On wróci
Franciszek Klimek
Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.
Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.
Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i przestań
nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.
Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę
patrz nisko
i – może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko . . .
. . . . . . . . . . . . . . . .
A jeśli ktoś mi zarzuci
że świat widzę w krzywym lusterku
to ja powtórzę :
on w r ó c i .
Choć może w innym futerku .
Teczowy most
Zatkane kanaliki cd.
Witam wszystkich,
chyba czas by napisać o stanie zdrowia naszej Mai.
W tym tygodniu byliśmy już dwa razy u naszego lekarza weterynarii i na szczęście rana wygląda już całkiem dobrze. Maja nosi plastikowy kołnierz już dwa tygodnie i najwyższy czas się go pozbyć. Jednak nie tak szybko. Rana co prawda zagoiła się na tyle, że ponowne spięcie metalową klamra nie jest konieczne, jednak kanaliki okołoodbytowe nadal nie są odblokowane.
Jedyną pociechą jest fakt, że podczas płukania ropnia, nie wypływa już ropa. Możliwe, że kanaliki są nadal nabrzmiałe i z czasem wszystko się unormuje. Narazie pozostaje nam płukanie rany antybiotykiem, co wykonujemy w domu, by nie narażać Mai na niepotrzebny stres.
Niestety oznacza to, że Maja musi jeszcze ponosić jakiś czas znienawidzony przez nią kołnierz. Możecie chyba sobie wyobrazić jej zadowolenie z tego powodu .-)
Za dwa przestaniemy wpuszczać antybiotyk do rany i pozwolimy jej w spokoju zarosnąć.
Będziemy was na bieząco informować o stanie zdrowia naszej biednej pszczółki ,-)
Pozdrawiamy
Maja choruje
Byliśmy z Maja u weternarza, ponieważ zauważyliśmy u niej coś nabrzmiałego w okolicach odbytu. Podejrzewaliśmy zapalenie gruczołów przyodbytowych i niestety nie pomyliliśmy się. Jednak nie sądziliśmy, że przez noc stworzy się z tego ogromny ropień.
Ropień musiał zostać nacięty i wyczyszczony z ropy. Nawet Pani weterynarz, która właśnie wróciła z macierzyńskiego, zakrywała twarz, ponieważ zapach był powalający. Pół szklanki ropy siedziało w tej brzydkiej ranie!

Maja dostała antybiotyki a ropień przepłukano roztworem soli fizjologicznej. Rana, wielkości 1 cm musiała zostać zaszyta specjalnym zszywaczem. Moja biedaczka musi teraz nosić plastikowy kołnierz i wogóle nie jest z takiego stanu rzeczy zadowolona! W czwartek idziemy na kontrole i kolejne płukanie rany. Także drugi gruczoł musi zostać oczyszczony, zanim wda się zakażenie.
Historia Baksa
Właśnie przeglądałam stare zdjęcia i wpadłam na pomysł opisania pewnej historii. Jakiej? Baksa! Znalazłam jego pierwszą, zrobioną u mnie fotografię. Baks prezentuje się na niej niezbyt okazale, powiedziałabym nawet, że wygląda na niej poprostu strasznie. Sama skóra i kości, długi ogon i wytrzeszczone oczy. Ale od początku…
Baksa wzięłam do siebie na początku studiów, gdy zamieszkałam sama, a mój dotychczasowy kot został z rodzicami. Juz po paru dniach brakowało mi kociego towarzystwa. Zaczęłam przeglądać prasę i znalazłam ogłoszenie pewnej organizacji. Pisali, że ciągle mają koty do adopcji, kocięta i dorosłe. U mnie w grę wchodził tylko kot dorosły, jako, że rzadko bywałam w domu.
I tak znalazlam się w domu pewnej Pani, która miała wiele kotów czekających na dom.
Weszłam i zobaczyłam go. Siedział na krześle, skulony, wyglądał jak kukła. Chudy,przerażony i niesamowicie nieproporcjonalny. Zobaczył, że się do niego zbliżam i uciekł, jak się okazało do szafy. Ta chuda kupka nieszczęścia z wyglądu przypominała mi moją kotkę, więc…Podobno był prezentem dla jakiegoś dziecka i się znudził. Zfilcowany trafił do przytułku.
Zapakowałam chudzielca do boksu i do domu. Na miejscu okazało się, że kot ma nadal pchły, pomimo pryskania Frontline. Powtórzyłam więc procedurę. Na dniach chciałam udać się do weterynarza, na odrobaczanie i szczepienie ale nie dane nam było zakończyć tej historii tak łatwo.
Okazało się, że kot ma potworną biegunke. Stąd też jego tragiczne wychudzenie. W wiekszej grupie kotów uszło to pewnie uwadze. Baks nie akceptował niczego. Biedny po każdym posiłku biegł do kuwety, często jednak nie zdążał. W domu unosił sie trudny do zniesienia zapach nie mówiąc już o tym, że za każdym razem musiałam być kotu dupkę.
Próbowałam na początku gotować mu kurczaka, z ryżem i warzywami, kupiłam specjalne jedzenie dla alergikow i kotów o wrażliwym żołądku. Jednak nic nie pomagało.
Cały czas byliśmy pod opieką weterynarza. W końcu zrobiliśmy dokładniejsze badania i wyszło, że to sprawa lamblii i kokcydii w przewodzie pokarmowym oraz ostrego stanu zapalnego jelita. Do tego praca trzustki była zaburzona. Stan pogarszał się z godziny na godzine i przed kolejną wizytą u weterynarza, Baks nie miał siły już wstać. Pomimo leków słabł i nikt nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć. Choć powód był prosty- wycieńczenie organizmu. Nie dawano mu szans- leżał pod kroplówką a ja płakałam nie umiejąc mu pomóc. Kroplówki pomogły i ostatnią szansą oprócz stale dostarczanych leków miała być ostra dieta. W pierwszym dniu mógł zjeść dosłownie parę ziarenek suchej karmy. Z dnia na dzień miałam te ilość zwiększać. Kot głodował, płakał a ja razem z nim. Powoli praca trzustki i jelit wracała do normy. Baks zaczął przybierać na wadze. W momencie adopcji ważył 1,8 kg. W chwilach lenistwa waży 6 kg…I dopiero teraz wygląda jak kot.
Baks przeżył ze mną bardzo wiele. Wieczne przeprowadzki, rozstania z poprzednimi partnerami. Jest ze mną ok. 9 lat. I nadal nie mogę uwierzyć, że ten rozbrykany starszy pan ma teraz naprawde ok 12-13 lat. Z przyjemnością patrzę, jak biega po ogrodzie, łapie motylki i ucieka z wrzaskiem przed myszami. Gdy biegnie galopem do domu lub lezy na plecach na łóżku, ciężko uwierzyć, że tak mało brakowało i by nie żył.
Wogóle to uważam, że to magiczny kot. Przeszedł kilka lat temu poważna infekcję płuc, a w grudniu poprzedniego roku podejrzewano u niego białaczkę. Robiono specjalistyczne badania, wykryto tragiczna anemię, nie dawano szans. Po czym po dwóch dniach wszystko wróciło do normy i od tego czasu Baks znów szaleje, goni Maję a jego wyniki krwi są wzorowe. Weterynarz kręci głową i nie rozumie jak to wszystko możliwe…Wiem jedno- Baks jest jedyny w swoim rodzaju! Takiego kota nigdy nie miałam. Potrafi otwierać szafki, szuflady i drzwi. Gada, marudzi i zawsze stawia na swoim. Nie jest agresywny, choć przez pierwsze pół roku zdarzało mu się ugryźć. Potem nam zaufał. Na jego pyszczku można jak z kartki odczytywać jego emocje. Nie ma nic z kota perskiego poza obfitym futrem i płaskim pyszczkiem. To kot z charakterem. I chyba dlatego owinął sobie mojego męża wokół palca. Dosłownie.
Sami ma dziś lepszy dzień!
Dziś Sami ma znów lepszy dzień, nawet przywitala moja położna. W każdym razie jej wzrok jest dziś taki żywy i ona sama wesoła. Nawet zrobiła na dworzu pałąk by Baksa przestraszyć. A potem potruchtała zadowolona w podskokach do domu. Dawno jej takiej nie widziałam. Muszę podejść na dniach do mojego weta, nie do schroniskowego i zapytać o środki przeciwbólowe, czy wogóle jest sens. A tu dzisiejsza fotka, sprzed 15 minut.
Ostrzygliśmy nasze koty
Ze względu na pogode i wysokie temperatury oraz na to, że koty szukają na wszelkie sposoby ochłody, postanowiliśmy ulżyć naszym kotom.
Ostrzyżenie zajęło 15 minut, przy użyciu maszynki moser z nakładką 0,5 cm. Włos ścinaliśmy zgodnie z kierunkiem wzrostu i wyrównaliśmy ścinając pod włos.
Jak wam się podobają nasze lewki i baranki? Za dwa miesiące futro odrośnie prawie w całości i znów będą wyglądały jak dawniej.
Łupież u kota
Ostatnio zgłosiła się do mnie Pani, mająca problem ze swoim kotem, norweskim leśnym. To kotka po przejściach, wykastrowana, karmiona royalem canin, ale niestety również karmami marketowymi itp. Pani ta nie radzi sobie z czesaniem kota, który już w dużym stopniu jest skołtuniony. Kotka wyrywa się, syczy, próbuje gryźć. Gdzie leży problem? Jak często w takiej sytuacji bywa, nie po stronie kota, ale po stronie właściciela. Kot był czesany nieregularnie i bardzo krótko- max. 5min. W tak krótkim czasie nie można dokładnie wyczesać futra, szczególnie takiego kołtuniącego sie po zimie. Kot był czesany tylko z włosem, nigdy pod włos. Zawsze gdy kotka zafuczala czy ugryzła, była puszczana. Wynik? Kotka nauczyła się, że wystarczy pofukać i duzi dają jej spokoj .-) Bardzo ważną sprawą jest więc tu konsekwencja a jednocześnie zaufanie i uspokajanie kota ale i nie poddawanie się.
Ale wróćmy do stanu futra wspomnianej kotki. Futro sfilcowało się w dość dużym stopniu. Kot dostał łupieżu, futro zaczęło sie tłuścić, co spotęgowało problem filcowania sie futra. Jaki jest tego powód? Jeżeli wykluczymy choroby (grzybica, choroby nerek, wątroby), łupież u kota ma najczęściej podłoże w niewłaściwym karmieniu. Często pomaga zmiana karmy (brakuje jakiegoś składnika w diecie lub kot jest na jakiś składnik uczulony). Nie powinniśmy podawać karm kiepskiej jakości (czyt.marketowych), a tylko i wyłącznie profesjonalne jedzenie. Powinniśmy przede wszystkim wzbogacić jadłospis naszego ulubieńca o tak ważne nienasycone kwasy tłuszczowe, które znajdziemy np. w olejach( lniany, z ostu, z pestek winogron). Często kilka tygodni kuracji zdecydowanie poprawia stan futra i skóry zwierzęcia. Osobiście robię taka kurację moim kotom, które szczególnie po zimie (suche powietrze) miewają takie problemy. Podajemy kilka tygodni po 1 ml oleju wprost do karmy, lub do pysia.
Niektórzy podają przez pewien czas tłuste mięso drobiowe, także z dobrym skutkiem (o ile kot jest zdrowy i nie ma nadwagi).
Wracając do tematu kotki. W jej przypadku łupież był spowodowany błędami żywieniowymi i zaniedbaniem czesania. Pod sfilcowanym futrem skóra nie mogła oddychać i prawidłowo funkcjonować. Kot często się drapał, ponieważ sfilcowane futro ciągnęło skóre.
Problem łupieżu powinien zostać jak najszybciej wyeliminowany szczególnie u kota długowłosego, ponieważ bardzo utrudnia pielęgnację futra, pomijąc oczywiście aspekty zdrowotne.
Wielkie zmiany
U nas wielkie zmiany. Można powiedzieć, że nareszcie, po 2,5 miesiąca między kotami panuje zgoda. Nie kochają sie jeszcze, nie darzą jakąś szczególną sympatią ale mogą razem funkcjonować i nie dochodzi do walk. Baks z Sami już od jakiegoś czasu razem się bawią, z Mają próbują się ignorować.
Sami bardzo pragnie wychodzić do ogrodzonego ogródka, na co, szczególnie jak jej zdrowie uległo pogorszeniu, jej pozwalamy. Przepiekny to widok, gdy goni motylki i w galopie przemierza ogródek.
Jak widać nawet potrafią spać na jednym łóżku, o czym miesiąc temu nawet nie śmiałam marzyć. Trzymajcie kciuki, by Sami przeżyła z nami jeszcze parę miłych chwil i żeby choroba nie zabrała nam jej zbyt szybko.

































